Zdrowie

ZMA – testosteron w kapsułce. Jak powstał i jak działa?

ZMA to jeden z najpopularniejszych suplementów diety na świecie. Reklamowany jako środek podnoszący poziom testosteronu, wpływający na muskulaturę czy sen. Prawda o ZMA jest dużo bardziej skomplikowana.

Skąd pomysł na napisanie o ZMA, skoro już tyle zostało o nim napisane, a kolejne setki tysięcy sprzedawanych opakowań suplementów świadczą o skuteczności preparatu? No właśnie w tym przypadku niekoniecznie musi świadczyć o skuteczności, a raczej o sile legendy. Legendy dosyć sprawnie wykreowanej przez człowieka, który poruszył wyobraźnię milionów ludzi na całym świecie, choć z zupełnie innego powodu. Dlatego historia ZMA robi się naprawdę fascynująca.

Czym jest ZMA

ZMA to obiegowa nazwa dla preparatu zawierającego cynk, magnez i witaminę B6. Poszczególne składniki dostępne są w różnych dawkach. Swoją popularność zawdzięcza twórcy Victorowi Conte, który na początku lat 90 ogłosił, że stworzył przełomowy suplement. Oryginalna formuła, opracowana przez tego amerykańskiego muzyka, zawierała 30 mg monometioniny i asparaginianu cynku, 450 mg asparaginianu magnezu i 10,5 mg witaminy B6. Conte przekonywał, że jego preparat jest dziecinnie prosty w działaniu: przyjmujesz go na noc, dzięki czemu lepiej śpisz, a Twój organizm zaczyna produkować więcej testosteronu. Wzrost tego hormonu oznacza równocześnie większą szansę na poprawę muskulatury. Brzmi atrakcyjnie? Bo tak właśnie miało brzmieć!

Conte, muzyk poszukujący testosteronu

Victor Conte w młodości marzył o karierze muzyka. Po niezbyt długiej przygodzie z edukacją, wziął swoją gitarę basową i ruszył na spotkanie z przygodą. Koncertował, nagrywał płyty. W sumie miał na koncie 17 różnych wydawnictw muzycznych, w których brał udział. Trudno mu odmówić talentu. Pracował z takimi wirtuozami jak Herbie Hancock, legenda jazzu. Z biologią i medycyną nie miał za wiele doczynienia. Chyba, że uznamy, iż granie w rockowym zespole Pure Food and Drug Act (Ustawa o czystej żywności i narkotykach) było swego rodzaju metafizycznym kontaktem z substancjami chemicznymi.
W jaki sposób Conte stał się więc odkrywcą popularnego suplementu? Trochę przez przypadek. W wieku 33 lat Conte zorientował się, że muzyka nie przynosi mu spodziewanych zysków. Gdy kuzyn poznał go z człowiekiem, który pracował w laboratorium w Santa Barbara, jego wyobraźnia zaczęła szybko pracować. Nowy znajomy pracował bowiem przy spektrometrze ICP. Zazwyczaj badał w nim oleje silnikowe, ale maszyna kosztująca wówczas ćwierć miliona dolarów mogła także analizować krew, oznaczając w niej na przykład testosteron.

Odkrycie ZMA

Z pozoru wydawać by się mogło, że dla muzyka bez wykształcenia biologicznego, taka informacja będzie bezużyteczna. Conte w młodości uprawiał lekkoatletykę, a właściciel laboratorium w Santa Barbara opowiedział mu, że spektrometry to stosunkowo mało znane urządzenia, które mogłyby być stosowane między innymi do analizy krwi lub moczu sportowców. Na tej podstawie można byłoby precyzyjniej układać suplementację, która poprawiłaby wyniki.
To przeważyło szalę. Victor utonął w badaniach podrzucanych przez ekspertów z Santa Barbara. W 1984 założył Bay Area Laboratory Co-operative (BALCO). Biznes zaczął kwitnąć. Początkowo dzięki lukratywnemu kontraktowi z laboratorium, które wysyłało BALCO próbki moczu pacjentów geriatrycznych z całego kraju. Conte chciał się rozwijać i oczywiście nie działał sam. Szukał naukowców, ekspertów i namawiał ich do współpracy. Jednym z nich był chemik Patrick Arnold, który zajmował się kulturystyką i badaniami nad testosteronem. Conte miał kasę i sprzęt. Arnold wiedzę i kontakty.

ZMA trafia do elity sportu

Wróćmy jednak do ZMA. Laboratorium Victora pracowało pełną parą nad badaniami próbek, ale Conte był pod wrażeniem gwiazd sportu, które do niego przychodziły. Jedną z nich był legendarny wówczas „Romo”, czyli William Thomas Romanowski. Gwiazda takich zespołów jak 49ers, Eagles, Broncos i Raiders. „Romo” był twardzielem na boisku. Poza nim uchodził za guru od suplementacji. Gdy więc Romanowski spotkał się z Conte, od razu między nimi zaiskrzyło. „Romo” otworzył przed byłym muzykiem drzwi do zespołów NFL i oczy, na wspomaganie. Także to nielegalne. Amerykański biznesmen wykorzystał nowe znajomości. Zaproponował klubom NFL analizy krwi. Miał już wtedy także w ręku swoje cudowne ZMA. Rozdawał suplement futbolistom i innym sportowcom. Mogli oni liczyć na półroczne zapasy. Zdolny biznesmen oczekiwał, że w ten sposób zainteresuje sportowców, ale nic takiego nie nastąpiło. Zrozumiał więc, że potrzebuje wabika, czego co przekona zawodników do ZMA.

Ogromny przyrost siły dzięki ZMA?

Na jednej z konferencji naukowych w 1997 roku poznał Lorrie Brilla, profesor z Western Washington University w Bellingham. Namówił ją na badanie ZMA. Przy czym posłużył się fortelem. ZMA zostało oficjalnie przekazane przez firmę SNAC, która była jednak zależna także pod Conte.
W listopadzie 1998 r. Brilla zaprezentowała swoje odkrycie podczas spotkania American College of Sports Medicine w Las Vegas. SNAC zajął się reklamą badań pani Brilla. Do mediów i sportowców trafiła informacja, że: „Futboliści NCAA, którzy przyjmowali ZMA, co noc, podczas 8-tygodniowego wiosennego programu treningowego, mieli 2,5 razy większy przyrost siły niż grupa placebo”. Trener John Gamble zapewniał, że dzięki ZMA jego gracze spali lepiej i mieli mniej skurczów. Victor Conte wypowiadał się z pozycji badacza: „ZMA jest jedynym całkowicie naturalnym produktem, którego skuteczność została klinicznie udowodniona. Zwiększa poziom hormonu anabolicznego i siłę u wyszkolonych sportowców”.

Suplement w cieniu sterydów

To był przełom. Conte wreszcie mógł zacząć reklamować swój produkt z badaniami w ręku. Choć trzeba przyznać, że dopiero potem dokopano się szczegółów, które stawiają pod dużym znakiem zapytania rzetelność eksperymentu. Tak naprawdę brało w nim udział 57 futbolistów Western Washington University. W trakcie odpadło jednak 30 osób. 15 brało placebo, 12 ZMA…
I tu na scenę wkracza wielki szwindel pana Conte. To prawda, że był on promotorem ZMA. To prawda, że chciał go sprzedawać jak najwięcej, jednak badania nad poziomem testosteronu i jego wpływem na sportowców w BALCO przybrały patologiczny obrót. Conte pomagał sportowcom w podnoszeniu siły, ale za pomocą HGH – hormonu wzrostu. Do opowieści może więc wrócić wymieniony wcześniej Patrick Arnold.

Skandal w wielkim stylu

Arnold był bowiem zdolnym człowiekiem i potrafił ze swojej wiedzy zrobić użytek, choć trzeba przyznać, że dosyć kontrowersyjny. Spod jego ręki wyszedł bowiem „The Clear” czyli tetrahydrogestrinon. To rodzaj hormonu, który wówczas był niewykrywalny przez laboratoria antydopingowe, gdyż w ogóle nie wiedziano, że taką substancję należy poszukiwać. Sytuacja zmieniła się, gdy trener Trevor Graham anonimowo podrzucił strzykawkę z tą substancją do Amerykańskiej Agencji Antydopingowej. Szybko opracowano odpowiednie dane wejściowe do jej wykrywania. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że za lekkoatletycznymi sukcesami Marion Jones, Dwaina Chambersa, Tima Montgomery’ego, czy C.J. Huntera stał właśnie doping opracowany przez BALCO.

ZMA nie zaszkodzi

Cała historia, delikatnie pisząc, mocno nadszarpnęła wizerunkiem Victora Conte. Po latach procesów nie wycofał się z branży suplementacyjnej. Nadal produkuje ZMA. Ten suplement oczywiście nie ma nic wspólnego z nielegalnym wspomaganiem. Z cudownymi zaletami także trudno go łączyć. Oczywiście osoby ze zbyt małym poziomem testosteronu, wynikającego między innymi z diety ubogiej w cynk skorzystają z ZMA. Jest to także dobre źródło magnezu i witaminy B6, ale współczesne badania nie potwierdzają, by dawki opracowane przez Conte mogły wpływać na poziom testosteronu u osoby zdrowej, która nie ma zbyt niskiego poziomu cynku czy magnezu.

Komentarze