Sport

Aktywność w wersji norweskiej. Nie ma złej pogody, są tylko źle dobrane ubrania

„Ut på tur, aldri sur”, mówią Norwegowie, co oznacza, że kto lubi chodzić na spacery, ten zawsze ma dobry humor. Sprawdza się to szczególnie jesienią i zimą.
Norwega za granicą poznasz zwykle po wysokim wzroście, dość bladej cerze i ubraniach odpowiednio dobranych do warunków atmosferycznych. Z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć, że jego strój będzie jakościowy i markowy, ale jednocześnie mający niewiele wspólnego z aktualną modą. Norweski dress-code jest bowiem przede wszystkim praktyczny.

Ubrania służą do tego, aby chronić od wiatru, deszczu lub słońca. Nad fiordami nikogo nie dziwi bizneswoman idąca do pracy w kaloszach, albo szczelnie okryta przeciwdeszczowym strojem przeznaczonym na rower. Dodatkowo od jesieni do późnej wiosny uzupełnieniami stroju są obowiązkowa kamizelka odblaskowa i buff, czyli rodzaj praktycznej chustki, którą osłania się w miarę potrzeby szyję, głowę lub dolną połowę twarzy.

Dlaczego tak się dzieje? Bo Norwegowie nic sobie nie robią z niepogody i wychodzą w plener nawet, gdy wieje i leje.

W domu nudno, usiedzieć trudno

Ze statystyk Norweskiego Urzędu Statystycznego SSB wynika, że 83 proc. dorosłych Norwegów uprawia wybraną aktywność fizyczną przynajmniej raz w tygodniu. Najbardziej popularne są piesze wędrówki – w 2017 roku niemal 80 proc. Norwegów zadeklarowało, że wybiera się na tego rodzaju wycieczki. Co trzeci mieszkaniec kraju przynajmniej raz na jakiś czas jeździ rowerem, a 40 proc. od sporadycznie biega. Na zewnątrz, a nie na bieżni.

Ten zapał do ruchu na świeżym powietrzu widać na ulicach i w parkach. Nawet w najbardziej pochmurny, wietrzny i zimny dzień można się natknąć na rowerzystę, biegacza lub spacerowicza. Wielu Norwegów wychodzi zawsze na spacer godzinę-dwie po obiedzie. Wspólna przechadzka po okolicy jest częścią bożonarodzeniowego czy wielkanocnego rytuału celebrowania dnia. Potomka Wikingów zdziwiłby raczej fakt, że ktoś jest w stanie wytrzymać przy zastawionym stole przez kilka godzin i nie mieć ochoty tego „wychodzić”.

Ta piękna Norwegia

Niektórzy twierdzą, iż Norwegowie tak ochoczo wychodzą w plener, bowiem mają do tego idealne warunki naturalne – lasy, malownicze górskie ścieżki, przepiękne doliny poprzecinane szemrzącymi potokami. Nic tylko spacerować i podziwiać widoki!
To jednak nie do końca prawda. Co najmniej połowa terytorium Norwegii jest położona tak daleko na północy Europy, iż lato trwa tam krótko, wiosna przychodzi za późno, a jesień zawsze przemija za szybko. Na terenach powyżej Trondheim zima może trwać nawet pół roku. Największą przeszkodą w codziennych spacerach bywa nawet nie śnieg, lód czy minusowe temperatury, ale… ciemność. I to prawdopodobnie właśnie zimowy brak światła słonecznego powoduje, iż Norwegowie tak chętnie się ruszają.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie

Brak światła słonecznego może znacząco wpływać na pogorszenie się nastroju. W okresie Bożego Narodzenia w Norwegii środkowej słońce pojawia się na zaledwie 4-5 godzin na dobę i znajduje tak nisko nad horyzontem, że nie daje ciepła. W Norwegii północnej w tym czasie panuje już wielotygodniowa ciemność. W takich warunkach obniża się nastrój, spada odporność, a ciało zaczyna wysyłać sygnały, że coś jest nie w porządku. Wiele osób czuje wtedy znaczący spadek energii, łatwiej się przeziębia i popada w przygnębienie. Rośnie apetyt na jedzenie, szczególnie na słodycze, więc łatwo jest przybrać na wadze, co na dłuższą metę tylko pogarsza samopoczucie oraz stan zdrowia.
Zdaniem norweskich naukowców sezonowe obniżenie nastroju jest związane z wynikającą z braku światła zmianą w naturalnym rytmie snu i czuwania. Zegar biologiczny osoby w praktyce niemal pozbawionej światła słonecznego (w takich miastach jak na przykład Bergen czy Trondheim dodatkowym problemem jest częste zachmurzenie) zaczyna szwankować na skutek nadprodukcji melatoniny. To zaś sprawia, że w ciągu dnia odczuwa się zmęczenie, nawet jeśli spało się o godzinę dłużej niż zwykle. W takich warunkach trudno jest normalnie funkcjonować, na przykład skupić na obowiązkach zawodowych albo pomóc dzieciom w wieczornym odrabianiu lekcji. Co najgorsze, popołudniowa drzemka, która wydaje się być dobrym pomysłem na poprawę samopoczucia, tylko pogłębia problem. Jedynym skutecznym lekarstwem na tę bolączkę dla Norwegów jest ruch!

Narty od pierwszego roku życia

Mówi się, że Norweg rodzi się z już przypiętymi nartami – i nie ma w tym dużej przesady. Na wielu biegach narciarskich premiuje się medalami liczbę startów i nierzadko można spotkać osiemnastolatka, który zaliczył już osiemnaście wyścigów. Jak to możliwe? Przez pierwsze lata życia dziecka to rodzice zabierają maluchy ze sobą i na różne sposoby holują do mety.
Dlaczego Norwegowie chodzą lub jeżdżą cały rok rowerami, a zimą przypinają narty? Bo nie mają innego wyjścia! Gdyby nie byli aktywni fizycznie, zima byłaby dla nich nie do przetrwania. To dlatego zbudowali całą kulturę uprawiania zimowych sportów. Każda norweska miejscowość ma swoje tradycyjne zawody sportowe – coroczny bieg narciarski, wyścig, maraton, turniej piłkarski na świeżym powietrzu.

Przedszkolna lekcja doboru ubrań

O tym, jak odpowiednio chronić się przed warunkami atmosferycznymi mali Norwegowie dowiadują się już w przedszkolu. Bez względu na porę roku norweski przedszkolak (a i dziecko oddane do żłobka) spędza większość dnia na zewnątrz. Dlatego odpowiedni strój to podstawa. Na liście rzeczy obowiązkowych znajdują się: kilka par (!) kaloszy, kombinezony przeciwdeszczowe, specjalna wełniana bielizna termiczna, wełniane skarpety. Ewentualne niedopatrzenia mogą kosztować pociechę niejedno przeziębienie, bo przedszkolakom wolno taplać się w błocie, nurkować w śniegu, wspinać na drzewa albo biegać po położonym obok przedszkola lasku. I to nie od święta, ale codziennie. Bywa, że na czas lunchu opiekunowie obmywają maluchy przy pomocy wody ze węża ogrodowego z warstwy błota, zatem wodoodporne kombinezony muszą być najlepszej jakości. Na solidnych ubraniach nie należy oszczędzać, to wie każdy norweski rodzic. No i jeszcze to, że nigdy nie ma się w szafie zbyt wielu par wełnianych skarpet.

Królowie zimy

Norwegowie szczycą się tym, że są sportowymi królami zimy. W olimpijskiej zimowej tabeli medalowej wszech czasów wyprzedzają ich jedynie Rosjanie i Niemcy. Wystarczy przypomnieć, że norweska nacja liczy niewiele ponad 5 milionów obywateli, by zrozumieć, iż to nie lada wyczyn.
Nie byłoby takich sukcesów sportowych w dyscyplinach zimowych, gdyby nie budowana od dziesięcioleci tradycja kultywowania aktywności fizycznej bez względu na warunki pogodowe. Warto brać z Norwegów przykład. Aura w Polsce w miesiącach zimowych jest bardziej przyjazna niż w Norwegii, a choć ruch w tym czasie nie stanowi dla nas „być albo nie być” – i tak warto wyjść z domu dla zdrowia, urody oraz lepszego samopoczucia. Norwegowie pokazują, że to naprawdę nic trudnego – potrzebne są tylko odpowiednie ubrania.

Źródła:

  1. https://www.ssb.no/kultur-og-fritid/statistikker/fritid (statystyki)
  2. https://nhi.no/sykdommer/psykisk-helse/depresjon/vinterdepresjon/ (zimowa depresja)
Komentarze