Psychologia

Pandemia koronawirusa atakuje psychikę

Pandemia koronawirusa SARS-Cov-2 budzi w nas lęk. Jak sobie z nim radzić, co możemy zrobić dla siebie i innych radzi psycholog  Katarzyna Zawisza-Mlost.

Oskar Berezowski: Dlaczego obecna sytuacja, związana z pandemią koronawirusa, jest dla większości z nas trudna, nie tylko ze względu na ograniczenia fizyczne, jak zamknięte kina, restauracje, utrudnione kontakty towarzyskie, ale i psychicznie?

Pandemia Koronawirusa Atakuje Psychike
Katarzyna Zawisza-Mlost (Fot. psychomedic.pl)

Katarzyna Zawisza-Mlost: Tu zupełnie naturalne, że w sytuacji zagrożenia pojawia się lęk. Teraz mamy do czynienia z zupełnie dla nas nieznanym stanem: nie wiemy jak długo potrwają ograniczenia, jak rozwinie się choroba, ilu ludzi dotknie, nie wiemy jak ją leczyć. W zasadzie to co wiemy też może być niepokojące. Wiemy, że nie ma leku, wiemy, że nie ma szczepionki i wiemy, że chorych szybko przybywa. Nasza psychika zmaga się więc z poważnymi dylematami, a że sytuacja jest nowa i pierwszy raz stajemy w obliczu takiego zagrożenia, to towarzyszy nam lęk.

Ten lęk jest zawsze zły?

– Lęk nie jest zły. Można nawet powiedzieć, że jest dobry, tylko nie zawsze potrafimy sobie z nim odpowiednio poradzić.

Po co nam w takim razie ten lęk. Skąd się w nas bierze fizycznie? O wpływie sytuacji wewnętrznej już wiemy.

– Musimy wrócić do początku, czyli do tego, czym są te informacje o pandemii, dla nas. Nasz mózg dostaje silny bodziec, który odbiera jako zagrożenie. Przestawia się więc na walkę z nim. Jeden z ośrodków, który jest wówczas pobudzony, to ciało migdałowate. Te reakcje układu nerwowego i hormonalnego pierwotnie mają charakter obronny. Przygotowujemy się do obrony przed zagrożeniem. Jeśli taki stan ma adekwatne, do sytuacji natężenie, to może nas pchnąć do wykonywania określonych czynności, które dyktuje nam nie tylko instynkt, ale i doświadczenie.Trochę ze strachu właśnie częściej myjemy ręce, unikamy skupisk ludzkich oraz stosujemy się do zaleceń władz odnośnie izolacji.


Ciało migdałowate, to najstarsza struktura mózgu, która „dyryguje” naszym strachem. Znajduje się w prawej i lewej półkuli, wewnątrz płatów skroniowych. Odgrywa rolę w reakcjach lękowych, które są skutkiem bodźców, które nasz organizm interpretuje jako zagrożenie. Gdy jest zbyt aktywne, może pojawić się silny, uporczywy lęk. Jeśli stan taki utrzymuje się dłużej może pojawić się depresja.


No właśnie, izolacji… Tyle, że ta izolacja, poza oczywistym efektem w postaci zmniejszenia rozprzestrzeniania się epidemii, a więc ochrony jednostki przed społecznością i społeczności przed jednostką, może być destrukcyjna dla psychiki.

– Z czym kojarzy ci się izolacja?

Z karą lub chorobą.

– I żadne z tych skojarzeń nie jest zbyt pozytywne. Więc możemy to interpretować zgodnie z własnymi wyobrażeniami lub doświadczeniami na temat izolacji. Dla części z nas będzie to więc przykre doświadczenie i kolejna niewiadoma.

Bo człowiek jest zwierzęciem stadnym?

– Zdecydowanie jako gatunek przejawiamy skłonności do gromadzenia się w większe grupy, tworzymy społeczności, wypracowujemy mechanizmy prospołeczne. Teraz część z tych naszych przyzwyczajeń zostaje nagle odcięta.

Ale są przecież wśród nas też osoby aspołeczne, lub delikatniej: samotnicy.

– Są osoby, które lubią pozostawać na uboczu. Warto jednak zdać sobie sprawę, że nie są one zupełnie odcięte od ludzi. Kontaktują się z nimi w pracy, w drodze do sklepu, na klatce schodowej w bloku. Oni też w jakiś sposób wpisują się w mechanizmy tworzone przez społeczność. Bardzo możliwe, że część z tych osób faktycznie lepiej zniesie izolację, ale część po jakimś czasie uświadomi sobie, że brakuje im choćby przelotnego kontaktu z innymi.

Szczególnie zagrożeni tym odcięciem od ludzi są seniorzy?

– Paradoksalnie nie. Wielu z nich te mechanizmy radzenia sobie z samotnością ma lepiej opanowane niż ludzie aktywni społecznie. Oczywiście osoby starsze wymagają opieki, są bardziej schorowane, potrzebują pomocy w zrobieniu zakupów, przygotowaniu posiłków. Wydaje mi się, że taką grupą, o której niewiele się mówi są single.

Dlaczego?

– Bo wielu z nich to osoby bardzo aktywne. Wybierają życie w pojedynkę ze względów praktycznych lub uznają to za stan przejściowy. Na co dzień mają jednak przyjaciół, prowadzą otwarte życie towarzyskie. Teraz mogą bać się tego odcięcia, długiego pozostawania sam na sam z samotnością. Dla nich to może być szok.

W dodatku trudniej będzie im znaleźć zrozumienie, bo przecież „sama tego chciałaś”, lub „sam sobie wybrałeś takie życie”.

– Warto więc zdawać sobie sprawę, że nie jesteśmy sami i to pod wieloma względami. Nasze lęki, sposoby przeżywania emocji są wspólne dla wielu ludzi. To z kolei może nam pomóc w dzieleniu się obawami z innymi. Jeśli nie możemy tego zrobić bezpośrednio to przez telefon lub inne formy komunikacji elektronicznej.

Trochę żeśmy popatrzyli na świat od strony zagrożeń, ale może jest dla nas jakaś nadzieja?

– Jasne! Mamy tak naprawdę wiele narzędzi do tego, by poczuć się lepiej, walczyć z lękiem zanim nas pochłonie.

To jak możemy się uspokoić w czasach zarazy?

– Jeśli odczuwamy negatywne emocje, strach przed zagrożeniem, to zminimalizujmy bodźce negatywne. Nie popadajmy w skrajności, bo nie pomoże nam kolejny artykuł o przypadkach śmiertelnych.

Mamy ignorować zagrożenie?

– Mamy nie zanurzać się w informacjach negatywnych. Trzeba czytać zaufane serwisy, w których pojawiają się zweryfikowane informacje o tym, co należy robić, jak się zachowywać w przestrzeni publicznej, gromadzić wiedzę o zasadach bezpieczeństwa.

To nas uspokoi?

– Większość z nas uspokoi mobilizacja myślenia pozytywnego. Odpowiedzmy sobie na pytanie, co mogliśmy zrobić? Myjemy ręce, ograniczmy kontakt z innymi, stosujemy się do zaleceń odpowiednich służb. To jest dla nas pozytywny bodziec. Zadbaliśmy o siebie. Po drugie warto urealnić swoje położenie. Nie na wszystko mamy wpływ. Nie wynajdziemy sami szczepionki, leku, bo jesteśmy specjalistami od robienia czegoś innego.

A ktoś inny zadba o nas?

– Nadzieja na to nie jest bezpodstawna. My, jako ludzkość, poradziliśmy sobie już z ogromnymi wyzwaniami. Medycyna poczyniła ogromne postępy, opracowujemy nowe metody leczenia, zapobiegania. Powstają szczepionki, leki. Mamy ogromny potencjał intelektualny i zasoby technologiczne. W tej chwili te zasoby są uruchomione i szukają ratunku dla innych. Jako gatunek, dążymy do przetrwania. Tak zostaliśmy stworzeni.

Patrząc na to, jak traktujemy środowisko, można tę wiarę stracić.

– Ha! To kolejny pretekst… do myślenia pozytywnego. Pandemia zmusza nas do myślenia i z tego może wyniknąć coś dobrego. Jako świat musieliśmy zwolnić, zastanowić się nad priorytetami. Jak na dłoni widzimy do czego prowadził nas konsumpcjonizm. W tej chwili musiał on gwałtownie wyhamować.

A Ziemia oddycha spokojniej, bo siedzimy w domach, mniej fabryk dymi, mniej samochodów truje.

– Gdy w końcu wyjdziemy z domów, to może wsiądziemy na rower? Nie rzucimy się na zakupy, ale zatęsknimy za lasem? Kto wie. Na Pewno wszyscy potrzebujemy zmiany.


Zdjęcia satelitarne opublikowane przez NASA wskazują, że zanieczyszczenie powietrza w tych rejonach Chin, gdzie wprowadzono rygorystyczne ograniczenia związane z funkcjonowaniem fabryk, zmniejszyło się. Tymczasem pyły zawieszone i CO2 są odpowiedzialne za ogromną liczbę chorób i zgonów [1]. Jednocześnie naukowcy zaczynają spekulować, że liczba zgonów z powodu smogu może zmniejszyć się bardziej niż liczba zgonów z powodu koronawirusa.


Zmiany zachodzą także w naszych domach. Siedzimy w czterech ścianach i ogrania nas nie tylko lęk, ale i frustracja.

– Ratunkiem może być nadanie struktury. Warto więc zrobić plan dnia, wprowadzić sobie jakieś ramy postępowania. Taka struktura wielu osobom daje poczucie bezpieczeństwa. Na co dzień żyjemy przecież w takim ustrukturyzowanym świecie. Wstajemy, myjemy się, jemy śniadanie, idziemy do pracy, wracamy, robimy zakupy, jemy, ćwiczymy, oglądamy telewizję. Większość dzieje się w jakimś rytmie, z którego czasem nie zdajemy sobie sprawy, ale w momencie, gdy tę strukturę tracimy, pojawia się zagubienie. Wprowadzenie nowych ram i przywyknięcie do nowej sytuacji wymaga czasu.

Więc do tych ograniczeń można się przyzwyczaić?

– Można je zaakceptować. Wyobraźmy sobie swoje pierwsze dni w nowej pracy. Początkowo nie bardzo wiemy jak się poruszać, czujemy się mniej pewnie, czasami nowe środowisko budzi w nas lęk, analizujemy je pod kątem zagrożeń. Z czasem poznajemy je, zaczynamy rozumieć i przystosowywać się do niego. Znów odwołam się do ewolucji. Jako gatunek mamy niezwykłą, na tle innych mieszkańców Ziemi, zdolność do adaptacji. Potrzebujemy czasu, żeby oswoić nową rzeczywistość. Dla części osób sytuacja może okazać się jednak zbyt trudna, mogą one doświadczać lęku, którego nie da się uspokoić strukturą, mogą mieć różne objawy somatyczne oraz psychiczne i wtedy warto zgłosić się po pomoc do specjalisty. To wyjątkowa sytuacja dla nas wszystkich, jeśli okaże się dla kogoś zbyt trudna, warto zadbać o stronę psychiczną. Pomocne może być leczenie psychoterapeutyczne czy farmakologiczne.

A co z rodzinami, które nagle są ciągle razem. Dotychczas widywali się wieczorami, dłużej w weekendy, Teraz od świtu do nocy są skazani na siebie i zaczynają mieć siebie dosyć.

– Więc spróbujmy przywrócić część starej struktury dnia. Mówiłam, że nasze życie jest dosyć poukładane, tyle, że wiele osób tego nie widzi. Traktuje codzienność jako taki kontrolowany chaos, w którym wiele rzeczy po prostu dzieje się same. Gdy to wszystko zostało zburzone, zaczynamy patrzeć wstecz i widzieć pewne ramy. Możemy je odtworzyć. Dzielić się obowiązkami.

To dotyczy też dzieci?

– Oczywiście. Dzieci też muszą uczestniczyć w tym nowo tworzącym się porządku, w którym każdy musi mieć przestrzeń dla siebie. Więc kiedy mama pracuje w domu, dziecko powinno wiedzieć, że teraz ze swoimi problemami zwraca się do taty. Warto ten plan dnia spisać, żeby był jasny dla wszystkich. To nie może być rygor wojskowy. Taki plan powinien zawierać czas na pracę, leniuchowanie, zabawę, jedzenie, spanie.

Jest jeszcze przynajmniej jeden powszechny problem: poczucie odpowiedzialności za innych. Tracimy kontrolę nad bliskimi. Matka już nie może wpaść do synka zrobić mu porządek i ugotować zupę, bo traktuje go jako wieczne dziecko. Dorosłe dzieci mają problem z uświadomieniem rodzicom, dziadkom, że muszą siedzieć w domach.

– Rozmawiajmy z nimi, tłumaczmy. Tu znów odwrócę sytuację w kierunku pozytywnych zmian. Mamy szansę uświadomić sobie, że każdy jest odpowiedzialny za własne wybory. Nie możemy dźwigać na barkach losu wszystkich osób, które nie chcą pomocy. To co powiem jest brutalne, ale może otrzeźwić niektórych „odważnych”. Z doniesień medialnych widzimy, że we Włoszech licznie umierają ludzie, między innymi dlatego, że część społeczeństwa nie zastosowała się do zaleceń władz i nie nie wzięła na siebie odpowiedzialności. Niestety, najwyższą cenę często płacą ich najbliżsi, których zarazili. Dbając o siebie, dbamy w ten sposób o innych. Mamy więc swój udział w walce z chorobą. Pozostając w zdrowiu gramy z wirusem na czas. Dajemy go naukowcom szukającym leku, dajemy go służbie zdrowia. To nasze pozytywne myślenie, działania w skali mikro składają się na większy efekt.

Boję się trochę mniej i dziękuję za rozmowę. 

Katarzyna Zawisza-Mlost: psycholog, psychoterapeutka. Pracuje z osobami cierpiącymi na zaburzenia nerwicowe, depresyjne, zaburzenia osobowości, doświadczającym życiowych kryzysów, żałoby.

[1] Hannah Ritchie and Max Roser (2020) – „Air Pollution”. Published online at OurWorldInData.org.

 

Komentarze